Zabijanie dzikich zwierząt dla czystej przyjemności... zabijania. Czy można nas, ludzi w XXI wieku, nazwać istotami myślącymi?
poniedziałek, 08 lutego 2010

Byliśmy przy tym kiedy  lwica  odpoczywała po upalnym dniu obok nas , wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ,że  w okolicznych  wysokich trawach , są nastepne lwice  z małymi lwiątkami...

Styczeń   jest miesiącem, kiedy najczęściej na sawannie pojawiają się nowo narodzone zwierzęta. To doskonały czas by towarzyszyć  im  dzień po dniu z aparatem fotograficznym. Antylopy, słonie maja pod dostatkiem zielonej trawy a lwy i gepardy  kryjówki  dla swoich dzieci.

Lwy i gepardy  nie przepadają za swoim towarzystwem  dlatego pojawienie  sie  trzech  lwich samców w okolicy  zmusza  gepardzicę ( foto jw) do przeprowadzki , ma  4 maluchy i każdego  musi przenieść ( etapami) w inny rejon sawanny. Zmierzyliśmy jej pierwsz etap -to ponad 3 km! Gepardzica  z młodym wyruszyła w samo południe  , wtedy najczęściej lwy zapadają  w popołudniową drzemkę. CDN.

Byliśmy przy tym kiedy lwy- trzej bracia( na fotce widoczni  tylko dwaj bracia) obejmowali w posiadanie  kawałek  trawiastej sawanny  w Masai Mara. Może uda im się przez  pozostałe  10 lat (  teoretyczny czas życia lwa) utrzymać go w posiadaniu i założyć  lwią rodzinę?

przez kilka dni obserwowoaliśmy lwicę z maluchami...wieczorem odpoczywająca lwica  w wysokich trawach razem ze swoimi maluchami  została  zauważona przez bawoły .Lwica próbowała  wyprowdzić  bezpiecznie  maluchy . Sama przeciwko  3 bawołom nie miała  żadnych szans . A jednak bawoły zaatakowały ...

Nasze ukochane gepardy , to przecież  dla nich  wróciliśmy ponownie  do Afryki, będziemy  im towarzyszyli dzień po dniu , bedziemy szukali  ich śladów  na zielonej  sawannie Masai Mara, wśród skał Samburu i zapomnianym przez  świat Meru....

poniedziałek, 11 stycznia 2010

foto( z archiwum CCF): Dr Laurie  Marker z CCF w Namibii zaprasza  na strony przyjacół geparda : www.cheetah.org   poniżej  link  do  filmu intro o  fundacji:

http://www.youtube.com/watch?v=PvTnWk2W2Ws

Foto( Tomekzlasu): Gepard, w trakcie  treningu- zabawy  w ośrodku CCF. Już wkrótce znajdzie sie na wolności.

Poniżej  linki  do krótkich fimów  z gepardami  w roli głównej.

http://www.youtube.com/watch?v=tz1rGmY2c_s&feature=PlayList&p=563FF7BC98328C2C&playnext=1&playnext_from=PL&index=3

http://www.youtube.com/watch?v=PPjAGqdrMr0

Pozdrawiam z Afryki, do zobaczenia  wkrótce

środa, 23 grudnia 2009
piątek, 18 grudnia 2009

foto: Brawo Bendicto, gdyby nie Twoja znajomość silnika pewnie utknelibyśmy  gdzies  na pustkowiu pod Świetą Górą Masajów.

Wreszcie przed nami  odsłoniła się masajska góra bogów Ol Doinyo Lengai - 2878m npm. Wulkan  wciąż dymi , przypomina  wszystkim ,że wciąż jest aktywny. Dookoła otaczajacy go krajobraz pokrywa  zielona trawa  wyrastająca z czarnej jak smoła ziemi. Chłodny wiatr zachęca by pozostać tu dłużej...

foto: czas dla  relaks wśród zieleni .

foto: pod wulkan wciąż podchodzą Masajowie ze swoimi stadami, nie życzą sobie  fotografowania, szanujemy ich zdanie  i pozostawiamy ich samych. Pod nielicznymi dużymi drzewami odbywają się rytualne obrzędy , w których uczestniczą  mężczyźni -wszak to góra bogów i  to tu rosną śwęte drzewa figowe.

foto: kolejna niespodzianka na trasie : zapaliły się przewody elektryczne biegnące od akumulatora  do silnika. Tym razem jesteśmy już kilkanaście kilometrów od Masajów, totalne bezludzie . Piaskiem udało się  zasypać pożar , oczywiscie  cała instalacja elektryczna poszła z dymem. Miejscowe meszki od razu zwietrzyły posiłek dnia i zaatakowały nas z powietrza i lądu:) W Afryce nie ma jednak sytuacji  beznadziejnych, z krzaków  wyszedł  jeden tubylec  , potem drugi,  pojawił się też  traktor, który wziął nas na hol. Po 10 km  pojawiła się baza samochodowa i tu złote rączki mechaników uruchomiły samochód. Do drogi asfaltowej dojechaliśmy już w nocy.

---------------------------------------------

czynny wulkan ol Doinyo Lengai - leży na alternatywnej trasie z Lobo Lodge do Arushy ( Tarngire) omijającej od wschodu :  Serengeti i Ngorongoro. Czas przejazdu  : prawie cały dzień. Trasa : Lobo Lodge( Serengeti)- Wasso, Sonjo,Engaruka Jini, Kitete, Mto Wa Mbu( tutaj  już droga  asfaltowa B144 i stacja paliw.

niedziela, 13 grudnia 2009

foto: Poczciwa Toyota LC w drodze  do wulkanu...

TANZANIA. Przemierzając Serengeti prędzej czy później trzeba będzie  zawrócić spod granicy z Kenią . I tu jest  wariant B Z Serengeti (Lobo Lodge) inną drogą szutrową (mało uczęszczaną) do drogi asfaltowej A 104 ARUSHA-LAKE MANYARA- NOGORONGORO.

Jeżeli znajdziemy się w Serengeti w okolicach: Lobo Lodge, Kleins Camp czy Migration Camp szutrowa  droga  przez bramę parku  zaprowadzi  nas  do wsi Wasso i dalej do alkalicznego  jeziora Natron. Teren prawie nieznany turystom a jednak nieco dalej są tereny  do uprawiania  pieszej turystyki górskiej.

trasa  do Lake Natron i dalej  prowadzi przez tereny Masajów.

foto: wreszcie   docieramy do krainy  czarnej ziemi powstałej z popiołów. To znak,że wkrótce zobaczymy  czynny wulkan  Ol Doinyo Lengai

23:32, tomekzlasu , TANZANIA
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 listopada 2009

foto:Pomimo obecności bawołów , lwy zaległy w błogi sen.

foto: W Amboseli noc  zbliża się szybkimi krokami. Chłodny powiew wiatru od Kilimandżaro zwiastuje zimną noc.

foto: Poranek w Amboseli, za klika minut  bedzie już ciepło

foto:Na horyzoncie pojawiają się antylopy  gnu.

foto: Na krótki moment odsłania  się masyw Kilimandżaro

foto: Lwy , które wczoraj obserwowaliśmy, zgodnie z oczekiwaniami spały w najlepsze

foto:słonie  w Amboseli...jak każdego dnia, zajęte żerowaniem w bagnie.

foto: więzy krwi.  Słonie rodziny są wszędzie gdzie okiem sięgnąć

foto: portret młodego lwa z Amboseli.

środa, 18 listopada 2009

FOTO: Kilimandżaro, od strony Amboseli (Kenia)

Tu pod Kilimandżaro na niewielkim jak na warunki afrykańskie parku Amboseli mamy okazje  towarzyszyć w ciągu dnia  jednej z rodzin lwów. O ile nie zaatakują bydła Masajów mają szansę dożyć  starości. Masajowie mają przywilej zabicia  każdego lwa , który zasmakuje w mięsie domowego bydła.

foto: wieczorem lwia rodzina wychodzi z ukrycia prosto w kierunku pasących sie obok bawołów

Lwia  rodzina w Amboseli ma się dobrze, dookoła sporo  antylop, głód im nie grozi

foto: lwia rodzina liczy kilkanaście osobników , w większości jest to  tzw. młodzież . Już podczas wyjścia z zagajnika palmowego  ujawiniają się sympatie młodych lwów.

foto: ten sielski  obrazek przysypiającej lwicy niech was  nie zwiedzie. W trakcie polowania  zrobi wszystko  by nakarmić rodzinę.

Pod opieką   samca lwica ma szanse bezpiecznie wychować swoje potomstwo. Inne samce (obce) chętnie zagryzły by dominującego samca i jego dzieci aby przejąć  kontrolę nad lwicą i jej siostrami. Jest jeszcze jeden  aspekt  lwiej rywalizacji: lwy obejmują na stałe jakiś fragment  buszu i sawanny wraz z „inwentarzem”, czyli z antylopami, bawołami –stanowiącymi podstawowe menu .

Lwia rodzina  jest narażona  niemal codziennie  na zakusy  sąsiadów- lwów , sprawdzających mniej lub bardziej poważnie sprawność i odwagę dominującego samca.

foto: dwaj bracia trzymają się z boku rodziny ale gdyby zaszła potrzeba  staną w jej obronie  .

„Nasze” lwy po całodniowej sjeście pod plamami, wieczorem  podniosły się  z legowiska i tak  „prawie” niezauważalnie zaczęły  otaczać pasące  się obok  bawoły. Robiły to tak od niechcenia  ,że można odnieść  wrażenie ,że to tylko  krótki spacer.

foto:najstarsza  lwica  położyła się   na środku łaki , pozostałe lwy przechodziły  koło niej  i  zajmowały na łące kolejne  miejsca  15 - 20 m  dalej . Po  godzinie pierscień wokół bawołów  zacieśnił się.

foto: lwica szła  obok nas  wpatrzona  w bawoły...

foto ... ale gdy  obok pojawiło sie jej dziecko  , polowanie na bawoły  zeszło  na dalszy plan.

To dla  nas obserwatorów lwiej  rodziny  najprzyjemniejszy  moment  tego dnia.

(za tydzień ciąg dalszy przygód lwów z Amboseli)

------------------------

ps.

miał być jubileusz z okazji 600 tys. kliknięcia na bloga  ale przegapiłem, już jest 610000 wejść. Pomyślę o kolejnym okrągłym  jubileuszu i dla wytrwałych, którzy pozostawią swój ślad w statystykach ( np. adres swojej strony interentowej, lub adres bloga   ) przeznaczę płyty z muzyką afrykańską

środa, 11 listopada 2009

 

CIĄG DALSZY z poprzedniej notki.....

Spotkanie  z pozostałymi nosorożcami nie

wypadło najlepiej. Morani został zaatakowany przez 

pozostałe samce . Wrócił  do ludzi . 

 O tym jak cenne jest jego życie ,świadczy fakt ,że jego 

zagroda  w Sweetwaters jest  cały czas monitorowana i

pilnowana przez  oddział uzbrojonych strażników.

Morani czuje się dobrze  w swoim wybiegu , ma do

dyspozycji 70 ha teren. Oczywiście  chodzi i znaczy  swoje

ulubione  miejsca i ma też swój teren , gdzie się załatwia ,

następnie nóżkami rozgrzebuje i wędruje dalej zostawiając

swój zapach na ścieżkach . Ten zapach mówi także innym :

- To mój teren panowie a " pani nosorożcowa".....  mile TU

widziana ! 

To chyba jedyne miejsce w Afryce, gdzie możemy 

towarzyszyć  czarnemu nosrożcowi  przez cały dzień.

.....Chyba ,że akurat zapadnie ,  w krótką,  kilku godzinną

drzemkę.

wtorek, 10 listopada 2009

foto:Morani ,  w języku masajów oznacza "Wojownik". Przeżył! Przeżył masakrę  czarnych nosorożców w Kenii , gdy kłusownicy w ciągu kilkunastu minut wybili całą jego rodzinę , odcieli "rogi" piłami  spalinowymi i odjechali. Mały "Wojownik" przytulony do ciała zabitej matki,  został odnaleziony przez miejscowych rolników i oddany w ręce białych farmerów. Miał dużo szczęscia,  ,że trafił  na pozytywnie zakręconych ludzi. Walczył dzielnie o swoje  życie i przetrwał , karmiony z małymi przerwami, przez 24 godziny  na dobę. Dostał imię Morani. Dorastał wsród ludzi i gdy nastał czas został wypuszczony na wolność w Sweetwaters Game Reserve

.....................

dokończenie już jutro. Zapraszam

20:25, tomekzlasu , ON JOURNEY
Link Komentarze (3) »
czwartek, 05 listopada 2009

foto: karmienie gepardów w farmie myśliwskiej, w zamkniętym rewirze koło Windhoek.

O gepardach trzymanych  w namibijskich farmach  pisałem  już wcześniej  w kategorii GEPARDY.

http://afryka.blox.pl/2008/07/Zabijanie-dzikich-zwierzat-dla-czystej.html

Nie była to jedyna  farma, która oferowała  dwa w jednym: turystyczne safari i  polowania na „dzikie” zwierzęta . O ile jednak polowanie  na  pospolite antylopy  nie wzbudza  kontrowersji, to jednak strzelanie  do czarnych  lub białych nosorożców, gepardów, likaonów- zwierząt , których pula genowa jest na wyczerpaniu, budzi  moje  zgorszenie.

 

foto: karmienie  gepardów w myśliwskiej farmie, tylko najstarsze mają szansę zaspokojenia  głodu

Zwierzęta na takich farmach  unikają ludzi  jak ognia , stąd też sfotografowanie ich w stanie wolnym i dzikim stanowi  poważny problem. Widząc stojące ambony myśliwskie przy nielicznych wodopojach, nie liczymy  na fotografie gepardów. Obsługa safari proponuje nam obejrzenie „hodowalanych” gepardów , które trzyma się   tu dla  bogatych myśliwych z RPA, Europy i Stanów.

Gepardy  karmione są w określonych miejscach ,by łatwo je zlokalizować i odłowić. Następnie przewozi  się  do  większego  ogrodzonego  fragmentu  buszu , gdzie czekają na „swojego” myśliwego. Życie geparda wycenia się  na ok. 2600 Euro

foto: gepardy z farm myśliwskich nie wygladają dobrze  , futro mają  brudne i skołtunione, wzrok w nadzieji zaspokojenia głodu skierowany  na personel farmy.

Jeżeli spotkacie się z ofertą organizatora safari,  który oferuje  także krwawe - myśliwskie „ safari”, poszukajcie  innego.

Są miejsca  i ludzie  , którzy  nie traktują zwierząt jak przedmioty, jak np.      www.cheetah.org

Warto więc odwiedzić  takie  miejsca jak CCF.

foto:portret geparda z farmy myśliwskiej .

 

foto: gepardy na dźwięk ludzkiego  głosu  , wychodzą z krzaków i oczekują pokarmu , kiedyś wyjdą prosto pod lufę myśliwego.

stop dla przemocy !  zabijania  dla przyjemności ! LUDZIE I ZWIERZĘTA  MOGĄ ŻYĆ RAZEM!

Za tydzień spotkanie oko w oko z czarnym nosorożcem,  zapraszam

 

piątek, 30 października 2009

polowanie –zabijanie dla satysfakcji i własnej przyjemności

Niektórzy dzielą myśliwych  na tych dobrych ( w Afryce z wypchanym portfelem) i złych(?). Sądzę ,że to błędne myślenie.   

 

foto: ten 45-letni słoń  w Caprivi, nie zobaczy już swojej słoniej rodziny. Myślał ,że dożyje starości , przeżył wojne w Angoli, wielkie obławy kłusowników  w latach  osiemdzisiatych....

Idea jest wciąż ta sama, chociaż mamy XXI wiek a ludzie nie musza polować , by przetrwać – zwierzęta wciąż są zabijane dla przyjemności. Myśliwi zawsze znajdą  na to wytłumaczenie a to racjonalna hodowla, utrzymywanie  równowagi w ekosystemie, eliminacja chorych zwierząt etc etc.

Afryka jeszcze do niedawna stanowiła teren , gdzie  nie obowiązywały żadne  normy. W RPA, Botswanie, Namibii strzelano do wszystkiego co się porusza. Doskonale to opisał  cytowany  wcześniej na blogu Dereck Joubert

foto: dziwne zwyczaje myśliwych :po zabiciu bawoła stwarzają pozory  na fotce ,że zwierze żyje

„…usłyszeliśmy strzały … przed nami leżały ranne i zabite bawoły..spostrzegliśmy starego byka z przestrzelonymi przednimi nogami, usiłującego się podnieść. Wściekli i oburzeni zawróciliśmy by  dogonić myśliwych…

- Co wy wyprawiacie?

-Polujemy.

-No dobrze, a czy wiecie ,ze zostawiliście tu kilka rannych zwierząt?

- Tak.

-No więc?  Dlaczego natychmiast nie jedziecie  aby je dobić?

-Po co skoro i tak zdechną. Czy wiecie ile kosztuje amunicja???”

Takie i podobne sceny z polowań  rozgrywały się jeszcze 17 lat temu. Doskonale  pokazują relacje pomiędzy drapieżcami  w ludzkiej skórze  a ich  ofiarami.

Efekty: w południowej  Namibii uporządkowano ( czytaj: wyeliminowano drapieżniki przy okazji  i słonie  i hipopotamy  -tak dla porządku.

Dzisiaj  wymaga się  koncesji  przy polowaniu i często obecności przedstawiciela władz, więc coś jakby  uporządkowano. Zdziwienie  budzi zgoda na oficjalny odstrzał  zagrożonych  gatunków  zwierząt  w Namibii  czy RPA  jak  czarny nosorożec.

http://afryka.blox.pl/2006/02/JA-Hunter-i-jego-nosorozce.html

Do wielkich rzezi  bezbronnych kotików  afrykańskich dochodzi nad brzegiem oceanu Atlantyckiego. Władze w Windhoek wydały zezwolenie na… zabicie przez uderzenie drewnianą pałką, blisko  60 000 młodych  kotików oraz  kilkadziesiąt tysięcy dorosłych. To wszystko  dzieje się po cichu by wizerunek  turystyczny  Namibii nie został zachwiany.

http://afryka.blox.pl/2008/12/kotik-afrykanski-Namibia-12.html

 Słonie  w RPA , szacuje się, że przynajmniej kilka tysięcy z nich ,  ma przedłużona szansę życia  do 2010 roku.  Po ich stronie jest piłka nożna, masowy odstrzał słoni popsuł by wizerunek gospodarza MŚ.

http://afryka.blox.pl/2009/01/Afrykanskie-slonie-na-dzien-przed-wielkim.html

 

W Ugandzie  słoniom zakończył się  okres ochronny, rozpoczyna się  okres zbiorowych polowań na słonie. Oficjalnymi tropicielami  zostają  dotychczasowi kłusownicy , przy nich słonie nie maja szans.

Jeżeli Twój organizator  podróży planuje  noclegi w lodge na terenach  prywatnych farm , sprawdź  czy  owa farma nie prowadzi przy okazji polowań  na gepardy, słonie i likaony. W trakcie moich podróży wielokrotnie  ukrywano fakt możliwości  polowań na gepardy na  terenach  objętych  koncesją ochrony przyrody.

Dlaczego  o tym piszę? Nie mam dużego doświadczenia w obserwacjach dzikich zwierząt . Towarzyszę wędrówkom słoni zaledwie od  pięciu lat i to tylko  sporadycznie. Ale im więcej o nich wiem o ich więzach rodzinnych, tym bardziej  rozumiem ich tragedię gdy ginie, któryś z członków stada. Wiem, że zbiorowe polowania to również zabijanie  najstarszych przewodniczek  rodzinnego klanu bez której rodzinne życie słoni ulega destrukcji. Zbiorowe polowania  to również zabijanie dla sportu…

W kolejnej notce  odwiedzimy  ponownie   farmę ,gdzie  hoduje  się  „dzikie” gepardy, lamparty, serwale, małpy, słonie tylko po to, by myśliwy dla sportu  je zastrzelił.

-----------------------------------

żródła:

http://afryka.org/

 D. i B. Joubert- Dzienniki Afrykańskie-

Huntinamibia-

 

00:22, tomekzlasu , ON JOURNEY
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 października 2009

foto: lwia rodzina  pod masywem Kilimandżaro.( Kenia)

 Polowanie   na lwy i zastrzelenie lwa  dla nas  europejczyków stanowi nie lada  wyzwanie  a myśliwy, który tego dokona  okryty jest glorią chwały i zazdrości  ,zwłaszcza wśród kolegów myśliwych .

Tymczasem prawda  o polowaniu jest zupełnie inna. Dreszczyk  emocji  zawsze  jest  bo każde zwierze broni  swojego  życia. Nie ma tylko tego  „romantyzmu” opisywanego przez  pierwszych białych myśliwych. Terenowy samochód podwozi  myśliwego( gdy nie można dojechać trzeba niestety  iść  pieszo)  pod śpiące lwy.  Teraz  tylko  dobrze się złożyć wybrać największego  samca  z bujną ciemną grzywą , wyrównać oddech  i wpakować mu kulkę  jedną lub więcej.  Czas na pamiątkową fotkę , póki kark  lwa nie zesztywnieje , pomocnicy  unoszą  jego głowę  wyżej , by lew „groźnie” spojrzał  w obiektyw… Resztą spraw:  odcięciem   i spreparowaniem  głowy, jej wysyłką do Europy  zajmuje się firma organizująca  polowanie.

Im dłużej  obserwuję  życie  rodzinne lwów   tym bardziej bolesna staje się każda ingerencja ludzi w ich życie. Pozbawiona  opieki  dominującego samca  lwia rodzina ma poważne  kłopoty. Panowanie nad  sawanną przejmują  coraz  młodsze , niedoświadczone  lwy . Pula genowa  zostaje zagrożona , nie przeszkadza  to jednak  myśliwym w ciągłym  zabijaniu  lwów  . Dlaczego to robią?

 Bo są  lwy !- odpowiadają.  

A gdy ich zabraknie w ekosystemie?

Wzruszają ramionami  i  mówią- zapłaciliśmy krocie za te polowanie, nie nasz problem.

Za tydzień:  polowanie  na czarnego nosorożca , co z tego ,że gatunek na wymarciu , skoro jeszcze żyją zróbmy  to…

 

 

sobota, 17 października 2009

...ze wszystkich pobytów w Afryce najcenniejsze wspomienia są z biwaków w buszu z dala  od  luksusowych kampingów  i lodge. Jest wtedy czas na podsumowanie  dnia , przygotowanie  planów na kolejne dni.  Rytuałem codziennym jest  gorąca  herbatka z prądem,  wypita z blaszanego kubka. Drzewo mopane pali się  stosunkowo  długo ,zatrzymując  zimno dalej  od ogniska. Pojawiają się  za to, całkiem blisko nocne ćmy i ... skorpiony zwabione światłem. Przyroda  wraz z nocą nagle się  wycisza i tylko w oddali zakwili nocny ptak. W zależności od regionu  każda noc jest inna .W Namibii ,gdzie deszcze są rzadkością,  gwiazdy świecą po kres horyzontu . W delcie Okawango hipopotamy podchodzą pod  sam namiot  a od  22  słychać już do rana  nawoływania  lwów. W masywie MT. Kenya na pograniczu  lasu deszczowego i łąk  górskich - w nocy nie da się spać. Świerszcze  to mały pikuś wobec trąbienia słoni, biegających dookoła antylop i odgłosów nocnych ptaków czy małp. Ranek tam  wydaje się  zbawieniem. W Serengetii podmuchy chłodnego wiatru i szumy traw doskonale usypiają  ale musimy być czujni , nad ranem w środku   obozowiska znaleźliśmy  ślady lamparta. W Amboseli tuż pod Kilimandżaro  nasza  mała afrykańska  chatka  odgrodzona była  już płotem pod napięciem. Dziwne uczucie,  kiedy  w nocy stoisz po jednej stronie  ogrodzenia ( 1,2m wysokości  - elektrycznego pastucha) a po drugiej stronie  idą,  jak po sznurku 4 m od Ciebie  bawoły  a chwile później słonie.Biwak w Mozambiku  nad brzegiem oceanu to już czysta przyjemność , szum oceanu , palmy kokosowe nad głową ( uwaga !czasami spadają kokosy! ), wszedobylskie kraby i  tropikalne gorące powietrze, które nie pozwala usnąć.
My tak gadu , gadu  a tu herbatka  stygnie...
pozdrawiam

14:22, tomekzlasu , ON JOURNEY
Link Komentarze (1) »
środa, 16 września 2009

"... kiedy siedzimy  w nocy przy ognisku, przyroda wydaje się bezgraniczna i niezniszczalna.....dopóki samotny domowy pies nie zawyje do księżyca , rozwiewając złudzenie." 

   * * *

 NATIONAL GEOGRAPHIC, DZIENNIKI AFRYKAŃSKIE Dereck i Beverly Joubert-  książka  będąca  - 'GURU"  DLA szukających przygód w afrykańskim  buszu. Nie może jej zabraknąc  w  mojej i  Waszej  afrykańskiej biblioteczce.

Przenieśmy się wyobraźnią do roku 1980. Dereck zapisał w swoim dzienniku słowa  ElfaAsa,  by ocalić od zapominienia pewną  historię:

" sierpień 1980 roku. OBÓZ TROPICIELI ZWIERZĄT W MALA MALA ( South Africa- RPA)

Elfaas i jego żona Vina zamieszkali ( na odludziu) w chacie typu  rondavel (prosta  chata z gliny  przykryta trzciną/trawą z otworami okiennymi  bez ...szyb). Pierwszego wieczora poszli zbierać drewno  i kiedy wracali niosąc spora kłodę, Elfaas poczuł nagłe szarpnięcie. Obejrzał sie na Vine, aby sprawdzic czemu opusciła ręce. Nad jej głową zobaczył lwicę. Zaatakowała w milczeniu i usiłowała odgryźć nogę Vinie. Elfaas podniósł butelke   coli i rozbił ją na głowie. Odskoczyła  z warknieciem. Elfaas chwycił żonę i zaczął ja wlec w strone chaty odległej zaledwie kilka metrów. Wówczas lwica zaatakowała, skacząc na Vinę.

Elfaas zauważył  ołowiana  rurę , uderzył  nią wielki łeb zwierzęcia tak mocno ,że znowu sie usunęło, co dało mu czas aby zabrac żone do chaty. Cieńkie trzcinowe drzwi nie stanowły wielkiej przeszkody  dla lwicy, gdy ponowiła  atak.Znowu machnął rurą , lecz tym razem  lwica unikneła ciosu a on zniszczył drzwi. Szybko  zabrał  Vinę do najbardziej oddalonej części chaty  a drzwi zaatkał materacem piankowym.

Gdy słońce   zaszło, zrobiło się cicho. Elfaas opatrywał rany żony najlepiej jak umiał. Z kilku znalezionych patyków  rozpalił  ogień. Zanim  woda  ( w garnku)do czyszczenia ran  po ugryzieniach się zagotowała, otwarte okno nad  jego główa nagle ożyło. Była w nim lwica.. Nieomal je przeskoczyła... uderzał ją w pysk  i ... wreszcie wycofała sie z otworu. Znowu zrobiło sie cicho. Elfaas  jednak wiedział, że wróci. Miał jeszcze pól materaca wiec wetknał go w otór okienny  , która lwica juz znalazła .  Pozostał mu tylko do upilnowania  jeszcze jeden otwór 1m x 0,6m. Rozejrzał sie  i zobaczył ,że ognisko już dogasa. Chciał wyjść  pozbierac drewno ale żona zaczęła krzyczeć, wiec musiał wymyśleć  coś innego. Gorączoko układał w stos  wszystko co mogło  się palić-cały swoj dobytek . Siedział przy ścianie pilnując ognia i nagle usłyszał   ciężki oddech lwicy. Uświadomił sobie ,ze lwica  namierzyła przez scianę  gdzie leży Vina.Sciana drżała, lwica się podkopywała, robiła to tak jak  stado lwów wykopuje z nory guźca. ,zaczął krzyczeć do północy stacił głos. Atak lwicy trwał  sześć i pół godziny.... powieki opadły mu, choc zdawał sobie  sprawę z niebezpieczeństwa.Vina spała na skutek szoku.

Nagle kot pojawił sie nad ich głowami. lwica wdrapywała sie  do środka przez otwór okienny... Elfaas  chwycił  kawałek płonącego ubrania- kurtki  i rzucił nim w pysk zwierzęcia. Chwyciła ją obiema , przebierającymi  w powietrzu łapami i rzuciła sie  do tyłu. Vina wyjeła  spod głowy poduszkę  a on zatkał nią otwór okienny.

Przed świtem rozległ się ryk  i poduszka znikneła... co chwilę w oknie pojawiała sie lwica  a on rzucał w nia  kawałkami płonącego ubrania , nad ranem  spalił  koc, który  okrywał Vinę i znalzał ...maczetę.  wyrabał nia otwór w dachu  i z trudem wyciągnał  żonę na dach. Świtało ,stąd obserwował  lwicę  a ona ich.Próbowała wskoczyc na dach ale gładkie trawiaste poszycie dachu nie dawało jej punktu zaczepienia dla pazurów . Gdy wzeszło słońce, odeszła utykając i przyznając się do porażki.

W kilka godzin  po ataku Beverly otworzyła drzwi chaty i zobaczyła nagiego Elfaasa z Viną przywiazana do jego  pleców.Przeszedł tak  25 kilometrów. Był opanoowany i całkowicie pozbawiony  głosu."

Kilka miesięcy później Dereck i Beverly  napotkali bielejące  kości lwicy w trawach sawanny. wewnatrz szkieletu  znaleźli szczątki kurtki Elfaasa  i... metalowa puszkę.Zęby lwicy połamane i zwapniałe - musiała byc bardzo głodna , chora  i zdesperowana by zaatakować człowieka w taki sposób.

Dereck i Beverly zamienili wygodny dom w mieście   na  prostą chatę i namiot w buszu , by zamieszkać wśród lwów. Im poświecili się bez  reszty  przystosowując swój organizm do ciagłej pracy  z kamerą i apartatem  30 -40 godzin . Polecam, warto poczytać!!!

foto: Lwica w Serengetii

czwartek, 10 września 2009

Josef Vagner pracował przez dziesięć lat   wśród   afrykańskich zwierząt w krajach Afryki Równikowej.  Następnie  przez  20 lat  był dyrektorem ogrodu zoologicznego w Dvur Kralove nad Łabą pisze sam o sobie     "... poznałem życie wielu    gatunków   zwierząt i przeżyłem  liczne, interesujące, niekiedy prawie niewiarygodne przygody, o których chcę Wam opowiedzieć."

foto: Zebry - Botswana  (Tomekzlasu )

Te wszystkie  fascynujące historie z afrykańskich sawann znajdziemy  w książce AFRYKAŃSKIE ZWIERZĘTA  wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne w Warszawie  w  1992 r.

Wiem,wiem  to już  prehistoria ten rok wydania   ale skoro ja  do niej dotarłem, mieszkając daleko  od Warszawki.... Polecam ją do czytania,  i najmłodszym i tym starszym . książka  jest ilustrowana  fotgrafiami samego Josefa Vgnera.

" Słońce jak rozpalona kula stało nad naszymi głowami...nigdzie nie drgnął nawet listek...patrząc przez lornetkę nad tonią wody (wodopoju)    dostrzegliśmy   , że (zebra)ciągle wraca  do swojego źrebaka, który położył się    w bagnie nad samym brzegiem wody....i odjechaliśmy zakurzoną   drogą do odległego buszu...   wieczorem   jechaliśmy         spowrotem     tą samą  droga.  Nad jeziorkiem mama  zebra wciąż była w tym samym miejscu, w którym  ją  zostawiliśmy  kilka godzin temu.- Co tam sie dzieje?-zadawaliśmy sobie pytanie. Przez lornetkę  dostrzegłem   brązową kołyszącą sie kulę. Nagle   brudny, uniósł się mały  ,  łepek źrebaka. Po chwili źrebak  upadł. Otaczało go bagno. Sępy przyleciały  bliżej ,  a na ciemniejącym  niebie pojawiały się następne. Towarzyszyły im marabuty  afrykańskie.

W zachowaniu zebry była rozpaczliwa chęć  pomocy dziecku. Stała  nad nim i delikatnie trącała je nozdrzami. Było u kresu sił. Nie mogło wygrzebać się z bagna.  Zawrócilismy dżipa i zjechaliśmy z drogi. Szukaliśmy sposobu dotarcia do źrebaka. Wysiadłem z samochodu i powoli zbliżałem sie do malca.  Matka   niezdecydowanie przestępowała z nogi na nogę.  Co teraz  kłebiło się jej w głowie? Chciałem młode po prostu podnieść z bagna...źrebie przylgneło do bagna, miało tak zalepione  oczy ,że  prawie nie mogło poruszać  powiekami. W końcu udało mi sie je uwolnić.Przemówiłem  do matki:-  Nie bój się, nie bój się , za chwilę Ci go zwrócę ... podszedłem ze źrebięciem  do samochodu.  Bezsilne, zupełnie wyczerpane leżało mi na rękach. Ostrożnie położyłem je na ziemi.Zacząłem czyścic i obmywać źrebaka, kawałek po kawałku... masowałem je ręcznikiem aż stało sie prawie  suche.. wziąłem  małego na ręce i podszedłem bliżej matki. Ostrożnie postawiłem młode  na cztery nogi i delikatnie popchnąłem je ku matce. Bez ruchu  i w napięciu obserwowaliśmy co sie będzie dalej dziać...."

foto: Zebry w Namibii (Etosha)- Tomekzlasu

.....książki , które  warto  przeczytać

A za tydzień kolejna pozycja, bogato ilustrowana o życiu  w buszu  wśród lwów:

 Pierwszego wieczora poszli zbierać drewno  i kiedy wracali niosąc sporą  kłodę, Elfaas poczuł nagłe szarpnięcie. Obejrzał sie na Vine, aby sprawdzic czemu opusciła ręce. Nad jej głową zobaczył lwicę. Zaatakowała w milczeniu.....

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17
Zakładki:
AFRYKA FOTO- INSPIRACJE
LITERATURA
Moje podróże
Organizatorzy safari:
PRAWIE WSZYSTKO O AFRYCE
STRACIŁEM CIERPLIWOŚĆ do
Tomek z lasu
ZAMIESZCZONE FOTOGRAFIE STANOWIĄ WŁASNOŚĆ AUTORÓW BLOGA !