|
Zabijanie dzikich zwierząt dla czystej przyjemności... zabijania. Czy można nas, ludzi w XXI wieku, nazwać istotami myślącymi?
poniedziałek, 08 lutego 2010
Byliśmy przy tym kiedy lwica odpoczywała po upalnym dniu obok nas , wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ,że w okolicznych wysokich trawach , są nastepne lwice z małymi lwiątkami... Styczeń jest miesiącem, kiedy najczęściej na sawannie pojawiają się nowo narodzone zwierzęta. To doskonały czas by towarzyszyć im dzień po dniu z aparatem fotograficznym. Antylopy, słonie maja pod dostatkiem zielonej trawy a lwy i gepardy kryjówki dla swoich dzieci. Lwy i gepardy nie przepadają za swoim towarzystwem dlatego pojawienie sie trzech lwich samców w okolicy zmusza gepardzicę ( foto jw) do przeprowadzki , ma 4 maluchy i każdego musi przenieść ( etapami) w inny rejon sawanny. Zmierzyliśmy jej pierwsz etap -to ponad 3 km! Gepardzica z młodym wyruszyła w samo południe , wtedy najczęściej lwy zapadają w popołudniową drzemkę. CDN. Byliśmy przy tym kiedy lwy- trzej bracia( na fotce widoczni tylko dwaj bracia) obejmowali w posiadanie kawałek trawiastej sawanny w Masai Mara. Może uda im się przez pozostałe 10 lat ( teoretyczny czas życia lwa) utrzymać go w posiadaniu i założyć lwią rodzinę? przez kilka dni obserwowoaliśmy lwicę z maluchami...wieczorem odpoczywająca lwica w wysokich trawach razem ze swoimi maluchami została zauważona przez bawoły .Lwica próbowała wyprowdzić bezpiecznie maluchy . Sama przeciwko 3 bawołom nie miała żadnych szans . A jednak bawoły zaatakowały ... Nasze ukochane gepardy , to przecież dla nich wróciliśmy ponownie do Afryki, będziemy im towarzyszyli dzień po dniu , bedziemy szukali ich śladów na zielonej sawannie Masai Mara, wśród skał Samburu i zapomnianym przez świat Meru....
poniedziałek, 11 stycznia 2010
foto( z archiwum CCF): Dr Laurie Marker z CCF w Namibii zaprasza na strony przyjacół geparda : www.cheetah.org poniżej link do filmu intro o fundacji: http://www.youtube.com/watch?v=PvTnWk2W2Ws Foto( Tomekzlasu): Gepard, w trakcie treningu- zabawy w ośrodku CCF. Już wkrótce znajdzie sie na wolności. Poniżej linki do krótkich fimów z gepardami w roli głównej. http://www.youtube.com/watch?v=PPjAGqdrMr0 Pozdrawiam z Afryki, do zobaczenia wkrótce
środa, 23 grudnia 2009
piątek, 18 grudnia 2009
foto: Brawo Bendicto, gdyby nie Twoja znajomość silnika pewnie utknelibyśmy gdzies na pustkowiu pod Świetą Górą Masajów. Wreszcie przed nami odsłoniła się masajska góra bogów Ol Doinyo Lengai - 2878m npm. Wulkan wciąż dymi , przypomina wszystkim ,że wciąż jest aktywny. Dookoła otaczajacy go krajobraz pokrywa zielona trawa wyrastająca z czarnej jak smoła ziemi. Chłodny wiatr zachęca by pozostać tu dłużej... foto: czas dla relaks wśród zieleni . foto: pod wulkan wciąż podchodzą Masajowie ze swoimi stadami, nie życzą sobie fotografowania, szanujemy ich zdanie i pozostawiamy ich samych. Pod nielicznymi dużymi drzewami odbywają się rytualne obrzędy , w których uczestniczą mężczyźni -wszak to góra bogów i to tu rosną śwęte drzewa figowe. foto: kolejna niespodzianka na trasie : zapaliły się przewody elektryczne biegnące od akumulatora do silnika. Tym razem jesteśmy już kilkanaście kilometrów od Masajów, totalne bezludzie . Piaskiem udało się zasypać pożar , oczywiscie cała instalacja elektryczna poszła z dymem. Miejscowe meszki od razu zwietrzyły posiłek dnia i zaatakowały nas z powietrza i lądu:) W Afryce nie ma jednak sytuacji beznadziejnych, z krzaków wyszedł jeden tubylec , potem drugi, pojawił się też traktor, który wziął nas na hol. Po 10 km pojawiła się baza samochodowa i tu złote rączki mechaników uruchomiły samochód. Do drogi asfaltowej dojechaliśmy już w nocy. --------------------------------------------- czynny wulkan ol Doinyo Lengai - leży na alternatywnej trasie z Lobo Lodge do Arushy ( Tarngire) omijającej od wschodu : Serengeti i Ngorongoro. Czas przejazdu : prawie cały dzień. Trasa : Lobo Lodge( Serengeti)- Wasso, Sonjo,Engaruka Jini, Kitete, Mto Wa Mbu( tutaj już droga asfaltowa B144 i stacja paliw.
niedziela, 13 grudnia 2009
foto: Poczciwa Toyota LC w drodze do wulkanu... TANZANIA. Przemierzając Serengeti prędzej czy później trzeba będzie zawrócić spod granicy z Kenią . I tu jest wariant B Z Serengeti (Lobo Lodge) inną drogą szutrową (mało uczęszczaną) do drogi asfaltowej A 104 ARUSHA-LAKE MANYARA- NOGORONGORO. Jeżeli znajdziemy się w Serengeti w okolicach: Lobo Lodge, Kleins Camp czy Migration Camp szutrowa droga przez bramę parku zaprowadzi nas do wsi Wasso i dalej do alkalicznego jeziora Natron. Teren prawie nieznany turystom a jednak nieco dalej są tereny do uprawiania pieszej turystyki górskiej. trasa do Lake Natron i dalej prowadzi przez tereny Masajów. foto: wreszcie docieramy do krainy czarnej ziemi powstałej z popiołów. To znak,że wkrótce zobaczymy czynny wulkan Ol Doinyo Lengai
niedziela, 29 listopada 2009
foto:Pomimo obecności bawołów , lwy zaległy w błogi sen. foto: W Amboseli noc zbliża się szybkimi krokami. Chłodny powiew wiatru od Kilimandżaro zwiastuje zimną noc. foto: Poranek w Amboseli, za klika minut bedzie już ciepło
foto:Na horyzoncie pojawiają się antylopy gnu. foto: Na krótki moment odsłania się masyw Kilimandżaro foto: Lwy , które wczoraj obserwowaliśmy, zgodnie z oczekiwaniami spały w najlepsze foto:słonie w Amboseli...jak każdego dnia, zajęte żerowaniem w bagnie. foto: więzy krwi. Słonie rodziny są wszędzie gdzie okiem sięgnąć foto: portret młodego lwa z Amboseli.
środa, 18 listopada 2009
FOTO: Kilimandżaro, od strony Amboseli (Kenia) Tu pod Kilimandżaro na niewielkim jak na warunki afrykańskie parku Amboseli mamy okazje towarzyszyć w ciągu dnia jednej z rodzin lwów. O ile nie zaatakują bydła Masajów mają szansę dożyć starości. Masajowie mają przywilej zabicia każdego lwa , który zasmakuje w mięsie domowego bydła. foto: wieczorem lwia rodzina wychodzi z ukrycia prosto w kierunku pasących sie obok bawołów Lwia rodzina w Amboseli ma się dobrze, dookoła sporo antylop, głód im nie grozi foto: lwia rodzina liczy kilkanaście osobników , w większości jest to tzw. młodzież . Już podczas wyjścia z zagajnika palmowego ujawiniają się sympatie młodych lwów. foto: ten sielski obrazek przysypiającej lwicy niech was nie zwiedzie. W trakcie polowania zrobi wszystko by nakarmić rodzinę. Pod opieką samca lwica ma szanse bezpiecznie wychować swoje potomstwo. Inne samce (obce) chętnie zagryzły by dominującego samca i jego dzieci aby przejąć kontrolę nad lwicą i jej siostrami. Jest jeszcze jeden aspekt lwiej rywalizacji: lwy obejmują na stałe jakiś fragment buszu i sawanny wraz z „inwentarzem”, czyli z antylopami, bawołami –stanowiącymi podstawowe menu . Lwia rodzina jest narażona niemal codziennie na zakusy sąsiadów- lwów , sprawdzających mniej lub bardziej poważnie sprawność i odwagę dominującego samca. foto: dwaj bracia trzymają się z boku rodziny ale gdyby zaszła potrzeba staną w jej obronie . „Nasze” lwy po całodniowej sjeście pod plamami, wieczorem podniosły się z legowiska i tak „prawie” niezauważalnie zaczęły otaczać pasące się obok bawoły. Robiły to tak od niechcenia ,że można odnieść wrażenie ,że to tylko krótki spacer. foto:najstarsza lwica położyła się na środku łaki , pozostałe lwy przechodziły koło niej i zajmowały na łące kolejne miejsca 15 - 20 m dalej . Po godzinie pierscień wokół bawołów zacieśnił się. foto: lwica szła obok nas wpatrzona w bawoły... foto ... ale gdy obok pojawiło sie jej dziecko , polowanie na bawoły zeszło na dalszy plan. To dla nas obserwatorów lwiej rodziny najprzyjemniejszy moment tego dnia. (za tydzień ciąg dalszy przygód lwów z Amboseli) ------------------------ ps. miał być jubileusz z okazji 600 tys. kliknięcia na bloga ale przegapiłem, już jest 610000 wejść. Pomyślę o kolejnym okrągłym jubileuszu i dla wytrwałych, którzy pozostawią swój ślad w statystykach ( np. adres swojej strony interentowej, lub adres bloga ) przeznaczę płyty z muzyką afrykańską
środa, 11 listopada 2009
CIĄG DALSZY z poprzedniej notki..... Spotkanie z pozostałymi nosorożcami nie wypadło najlepiej. Morani został zaatakowany przez pozostałe samce . Wrócił do ludzi . O tym jak cenne jest jego życie ,świadczy fakt ,że jego zagroda w Sweetwaters jest cały czas monitorowana i pilnowana przez oddział uzbrojonych strażników. Morani czuje się dobrze w swoim wybiegu , ma do dyspozycji 70 ha teren. Oczywiście chodzi i znaczy swoje ulubione miejsca i ma też swój teren , gdzie się załatwia , następnie nóżkami rozgrzebuje i wędruje dalej zostawiając swój zapach na ścieżkach . Ten zapach mówi także innym : - To mój teren panowie a " pani nosorożcowa"..... mile TU widziana ! To chyba jedyne miejsce w Afryce, gdzie możemy towarzyszyć czarnemu nosrożcowi przez cały dzień. .....Chyba ,że akurat zapadnie , w krótką, kilku godzinną drzemkę.
wtorek, 10 listopada 2009
foto:Morani , w języku masajów oznacza "Wojownik". Przeżył! Przeżył masakrę czarnych nosorożców w Kenii , gdy kłusownicy w ciągu kilkunastu minut wybili całą jego rodzinę , odcieli "rogi" piłami spalinowymi i odjechali. Mały "Wojownik" przytulony do ciała zabitej matki, został odnaleziony przez miejscowych rolników i oddany w ręce białych farmerów. Miał dużo szczęscia, ,że trafił na pozytywnie zakręconych ludzi. Walczył dzielnie o swoje życie i przetrwał , karmiony z małymi przerwami, przez 24 godziny na dobę. Dostał imię Morani. Dorastał wsród ludzi i gdy nastał czas został wypuszczony na wolność w Sweetwaters Game Reserve ..................... dokończenie już jutro. Zapraszam
czwartek, 05 listopada 2009
foto: karmienie gepardów w farmie myśliwskiej, w zamkniętym rewirze koło Windhoek. O gepardach trzymanych w namibijskich farmach pisałem już wcześniej w kategorii GEPARDY. http://afryka.blox.pl/2008/07/Zabijanie-dzikich-zwierzat-dla-czystej.html Nie była to jedyna farma, która oferowała dwa w jednym: turystyczne safari i polowania na „dzikie” zwierzęta . O ile jednak polowanie na pospolite antylopy nie wzbudza kontrowersji, to jednak strzelanie do czarnych lub białych nosorożców, gepardów, likaonów- zwierząt , których pula genowa jest na wyczerpaniu, budzi moje zgorszenie.
foto: karmienie gepardów w myśliwskiej farmie, tylko najstarsze mają szansę zaspokojenia głodu Zwierzęta na takich farmach unikają ludzi jak ognia , stąd też sfotografowanie ich w stanie wolnym i dzikim stanowi poważny problem. Widząc stojące ambony myśliwskie przy nielicznych wodopojach, nie liczymy na fotografie gepardów. Obsługa safari proponuje nam obejrzenie „hodowalanych” gepardów , które trzyma się tu dla bogatych myśliwych z RPA, Europy i Stanów. Gepardy karmione są w określonych miejscach ,by łatwo je zlokalizować i odłowić. Następnie przewozi się do większego ogrodzonego fragmentu buszu , gdzie czekają na „swojego” myśliwego. Życie geparda wycenia się na ok. 2600 Euro foto: gepardy z farm myśliwskich nie wygladają dobrze , futro mają brudne i skołtunione, wzrok w nadzieji zaspokojenia głodu skierowany na personel farmy. Jeżeli spotkacie się z ofertą organizatora safari, który oferuje także krwawe - myśliwskie „ safari”, poszukajcie innego. Są miejsca i ludzie , którzy nie traktują zwierząt jak przedmioty, jak np. www.cheetah.org Warto więc odwiedzić takie miejsca jak CCF. foto:portret geparda z farmy myśliwskiej . foto: gepardy na dźwięk ludzkiego głosu , wychodzą z krzaków i oczekują pokarmu , kiedyś wyjdą prosto pod lufę myśliwego. stop dla przemocy ! zabijania dla przyjemności ! LUDZIE I ZWIERZĘTA MOGĄ ŻYĆ RAZEM! Za tydzień spotkanie oko w oko z czarnym nosorożcem, zapraszam
piątek, 30 października 2009
polowanie –zabijanie dla satysfakcji i własnej przyjemności Niektórzy dzielą myśliwych na tych dobrych ( w Afryce z wypchanym portfelem) i złych(?). Sądzę ,że to błędne myślenie.
foto: ten 45-letni słoń w Caprivi, nie zobaczy już swojej słoniej rodziny. Myślał ,że dożyje starości , przeżył wojne w Angoli, wielkie obławy kłusowników w latach osiemdzisiatych.... Idea jest wciąż ta sama, chociaż mamy XXI wiek a ludzie nie musza polować , by przetrwać – zwierzęta wciąż są zabijane dla przyjemności. Myśliwi zawsze znajdą na to wytłumaczenie a to racjonalna hodowla, utrzymywanie równowagi w ekosystemie, eliminacja chorych zwierząt etc etc. Afryka jeszcze do niedawna stanowiła teren , gdzie nie obowiązywały żadne normy. W RPA, Botswanie, Namibii strzelano do wszystkiego co się porusza. Doskonale to opisał cytowany wcześniej na blogu Dereck Joubert foto: dziwne zwyczaje myśliwych :po zabiciu bawoła stwarzają pozory na fotce ,że zwierze żyje „…usłyszeliśmy strzały … przed nami leżały ranne i zabite bawoły..spostrzegliśmy starego byka z przestrzelonymi przednimi nogami, usiłującego się podnieść. Wściekli i oburzeni zawróciliśmy by dogonić myśliwych… - Co wy wyprawiacie? -Polujemy. -No dobrze, a czy wiecie ,ze zostawiliście tu kilka rannych zwierząt? - Tak. -No więc? Dlaczego natychmiast nie jedziecie aby je dobić? -Po co skoro i tak zdechną. Czy wiecie ile kosztuje amunicja???” Takie i podobne sceny z polowań rozgrywały się jeszcze 17 lat temu. Doskonale pokazują relacje pomiędzy drapieżcami w ludzkiej skórze a ich ofiarami. Efekty: w południowej Namibii uporządkowano ( czytaj: wyeliminowano drapieżniki przy okazji i słonie i hipopotamy -tak dla porządku. Dzisiaj wymaga się koncesji przy polowaniu i często obecności przedstawiciela władz, więc coś jakby uporządkowano. Zdziwienie budzi zgoda na oficjalny odstrzał zagrożonych gatunków zwierząt w Namibii czy RPA jak czarny nosorożec. http://afryka.blox.pl/2006/02/JA-Hunter-i-jego-nosorozce.html
Do wielkich rzezi bezbronnych kotików afrykańskich dochodzi nad brzegiem oceanu Atlantyckiego. Władze w Windhoek wydały zezwolenie na… zabicie przez uderzenie drewnianą pałką, blisko 60 000 młodych kotików oraz kilkadziesiąt tysięcy dorosłych. To wszystko dzieje się po cichu by wizerunek turystyczny Namibii nie został zachwiany. http://afryka.blox.pl/2008/12/kotik-afrykanski-Namibia-12.html Słonie w RPA , szacuje się, że przynajmniej kilka tysięcy z nich , ma przedłużona szansę życia do 2010 roku. Po ich stronie jest piłka nożna, masowy odstrzał słoni popsuł by wizerunek gospodarza MŚ. http://afryka.blox.pl/2009/01/Afrykanskie-slonie-na-dzien-przed-wielkim.html
W Ugandzie słoniom zakończył się okres ochronny, rozpoczyna się okres zbiorowych polowań na słonie. Oficjalnymi tropicielami zostają dotychczasowi kłusownicy , przy nich słonie nie maja szans. Jeżeli Twój organizator podróży planuje noclegi w lodge na terenach prywatnych farm , sprawdź czy owa farma nie prowadzi przy okazji polowań na gepardy, słonie i likaony. W trakcie moich podróży wielokrotnie ukrywano fakt możliwości polowań na gepardy na terenach objętych koncesją ochrony przyrody. Dlaczego o tym piszę? Nie mam dużego doświadczenia w obserwacjach dzikich zwierząt . Towarzyszę wędrówkom słoni zaledwie od pięciu lat i to tylko sporadycznie. Ale im więcej o nich wiem o ich więzach rodzinnych, tym bardziej rozumiem ich tragedię gdy ginie, któryś z członków stada. Wiem, że zbiorowe polowania to również zabijanie najstarszych przewodniczek rodzinnego klanu bez której rodzinne życie słoni ulega destrukcji. Zbiorowe polowania to również zabijanie dla sportu… W kolejnej notce odwiedzimy ponownie farmę ,gdzie hoduje się „dzikie” gepardy, lamparty, serwale, małpy, słonie tylko po to, by myśliwy dla sportu je zastrzelił. ----------------------------------- żródła: D. i B. Joubert- Dzienniki Afrykańskie- Huntinamibia-
czwartek, 22 października 2009
foto: lwia rodzina pod masywem Kilimandżaro.( Kenia) Polowanie na lwy i zastrzelenie lwa dla nas europejczyków stanowi nie lada wyzwanie a myśliwy, który tego dokona okryty jest glorią chwały i zazdrości ,zwłaszcza wśród kolegów myśliwych . Tymczasem prawda o polowaniu jest zupełnie inna. Dreszczyk emocji zawsze jest bo każde zwierze broni swojego życia. Nie ma tylko tego „romantyzmu” opisywanego przez pierwszych białych myśliwych. Terenowy samochód podwozi myśliwego( gdy nie można dojechać trzeba niestety iść pieszo) pod śpiące lwy. Teraz tylko dobrze się złożyć wybrać największego samca z bujną ciemną grzywą , wyrównać oddech i wpakować mu kulkę jedną lub więcej. Czas na pamiątkową fotkę , póki kark lwa nie zesztywnieje , pomocnicy unoszą jego głowę wyżej , by lew „groźnie” spojrzał w obiektyw… Resztą spraw: odcięciem i spreparowaniem głowy, jej wysyłką do Europy zajmuje się firma organizująca polowanie. Im dłużej obserwuję życie rodzinne lwów tym bardziej bolesna staje się każda ingerencja ludzi w ich życie. Pozbawiona opieki dominującego samca lwia rodzina ma poważne kłopoty. Panowanie nad sawanną przejmują coraz młodsze , niedoświadczone lwy . Pula genowa zostaje zagrożona , nie przeszkadza to jednak myśliwym w ciągłym zabijaniu lwów . Dlaczego to robią? Bo są lwy !- odpowiadają. A gdy ich zabraknie w ekosystemie? Wzruszają ramionami i mówią- zapłaciliśmy krocie za te polowanie, nie nasz problem. Za tydzień: polowanie na czarnego nosorożca , co z tego ,że gatunek na wymarciu , skoro jeszcze żyją zróbmy to…
sobota, 17 października 2009
...ze wszystkich pobytów w Afryce najcenniejsze wspomienia są z biwaków w buszu z dala od luksusowych kampingów i lodge. Jest wtedy czas na podsumowanie dnia , przygotowanie planów na kolejne dni. Rytuałem codziennym jest gorąca herbatka z prądem, wypita z blaszanego kubka. Drzewo mopane pali się stosunkowo długo ,zatrzymując zimno dalej od ogniska. Pojawiają się za to, całkiem blisko nocne ćmy i ... skorpiony zwabione światłem. Przyroda wraz z nocą nagle się wycisza i tylko w oddali zakwili nocny ptak. W zależności od regionu każda noc jest inna .W Namibii ,gdzie deszcze są rzadkością, gwiazdy świecą po kres horyzontu . W delcie Okawango hipopotamy podchodzą pod sam namiot a od 22 słychać już do rana nawoływania lwów. W masywie MT. Kenya na pograniczu lasu deszczowego i łąk górskich - w nocy nie da się spać. Świerszcze to mały pikuś wobec trąbienia słoni, biegających dookoła antylop i odgłosów nocnych ptaków czy małp. Ranek tam wydaje się zbawieniem. W Serengetii podmuchy chłodnego wiatru i szumy traw doskonale usypiają ale musimy być czujni , nad ranem w środku obozowiska znaleźliśmy ślady lamparta. W Amboseli tuż pod Kilimandżaro nasza mała afrykańska chatka odgrodzona była już płotem pod napięciem. Dziwne uczucie, kiedy w nocy stoisz po jednej stronie ogrodzenia ( 1,2m wysokości - elektrycznego pastucha) a po drugiej stronie idą, jak po sznurku 4 m od Ciebie bawoły a chwile później słonie.Biwak w Mozambiku nad brzegiem oceanu to już czysta przyjemność , szum oceanu , palmy kokosowe nad głową ( uwaga !czasami spadają kokosy! ), wszedobylskie kraby i tropikalne gorące powietrze, które nie pozwala usnąć.
środa, 16 września 2009
"... kiedy siedzimy w nocy przy ognisku, przyroda wydaje się bezgraniczna i niezniszczalna.....dopóki samotny domowy pies nie zawyje do księżyca , rozwiewając złudzenie." * * * NATIONAL GEOGRAPHIC, DZIENNIKI AFRYKAŃSKIE Dereck i Beverly Joubert- książka będąca - 'GURU" DLA szukających przygód w afrykańskim buszu. Nie może jej zabraknąc w mojej i Waszej afrykańskiej biblioteczce. Przenieśmy się wyobraźnią do roku 1980. Dereck zapisał w swoim dzienniku słowa ElfaAsa, by ocalić od zapominienia pewną historię: " sierpień 1980 roku. OBÓZ TROPICIELI ZWIERZĄT W MALA MALA ( South Africa- RPA) Elfaas i jego żona Vina zamieszkali ( na odludziu) w chacie typu rondavel (prosta chata z gliny przykryta trzciną/trawą z otworami okiennymi bez ...szyb). Pierwszego wieczora poszli zbierać drewno i kiedy wracali niosąc spora kłodę, Elfaas poczuł nagłe szarpnięcie. Obejrzał sie na Vine, aby sprawdzic czemu opusciła ręce. Nad jej głową zobaczył lwicę. Zaatakowała w milczeniu i usiłowała odgryźć nogę Vinie. Elfaas podniósł butelke coli i rozbił ją na głowie. Odskoczyła z warknieciem. Elfaas chwycił żonę i zaczął ja wlec w strone chaty odległej zaledwie kilka metrów. Wówczas lwica zaatakowała, skacząc na Vinę. Elfaas zauważył ołowiana rurę , uderzył nią wielki łeb zwierzęcia tak mocno ,że znowu sie usunęło, co dało mu czas aby zabrac żone do chaty. Cieńkie trzcinowe drzwi nie stanowły wielkiej przeszkody dla lwicy, gdy ponowiła atak.Znowu machnął rurą , lecz tym razem lwica unikneła ciosu a on zniszczył drzwi. Szybko zabrał Vinę do najbardziej oddalonej części chaty a drzwi zaatkał materacem piankowym. Gdy słońce zaszło, zrobiło się cicho. Elfaas opatrywał rany żony najlepiej jak umiał. Z kilku znalezionych patyków rozpalił ogień. Zanim woda ( w garnku)do czyszczenia ran po ugryzieniach się zagotowała, otwarte okno nad jego główa nagle ożyło. Była w nim lwica.. Nieomal je przeskoczyła... uderzał ją w pysk i ... wreszcie wycofała sie z otworu. Znowu zrobiło sie cicho. Elfaas jednak wiedział, że wróci. Miał jeszcze pól materaca wiec wetknał go w otór okienny , która lwica juz znalazła . Pozostał mu tylko do upilnowania jeszcze jeden otwór 1m x 0,6m. Rozejrzał sie i zobaczył ,że ognisko już dogasa. Chciał wyjść pozbierac drewno ale żona zaczęła krzyczeć, wiec musiał wymyśleć coś innego. Gorączoko układał w stos wszystko co mogło się palić-cały swoj dobytek . Siedział przy ścianie pilnując ognia i nagle usłyszał ciężki oddech lwicy. Uświadomił sobie ,ze lwica namierzyła przez scianę gdzie leży Vina.Sciana drżała, lwica się podkopywała, robiła to tak jak stado lwów wykopuje z nory guźca. ,zaczął krzyczeć do północy stacił głos. Atak lwicy trwał sześć i pół godziny.... powieki opadły mu, choc zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa.Vina spała na skutek szoku. Nagle kot pojawił sie nad ich głowami. lwica wdrapywała sie do środka przez otwór okienny... Elfaas chwycił kawałek płonącego ubrania- kurtki i rzucił nim w pysk zwierzęcia. Chwyciła ją obiema , przebierającymi w powietrzu łapami i rzuciła sie do tyłu. Vina wyjeła spod głowy poduszkę a on zatkał nią otwór okienny. Przed świtem rozległ się ryk i poduszka znikneła... co chwilę w oknie pojawiała sie lwica a on rzucał w nia kawałkami płonącego ubrania , nad ranem spalił koc, który okrywał Vinę i znalzał ...maczetę. wyrabał nia otwór w dachu i z trudem wyciągnał żonę na dach. Świtało ,stąd obserwował lwicę a ona ich.Próbowała wskoczyc na dach ale gładkie trawiaste poszycie dachu nie dawało jej punktu zaczepienia dla pazurów . Gdy wzeszło słońce, odeszła utykając i przyznając się do porażki. W kilka godzin po ataku Beverly otworzyła drzwi chaty i zobaczyła nagiego Elfaasa z Viną przywiazana do jego pleców.Przeszedł tak 25 kilometrów. Był opanoowany i całkowicie pozbawiony głosu." Kilka miesięcy później Dereck i Beverly napotkali bielejące kości lwicy w trawach sawanny. wewnatrz szkieletu znaleźli szczątki kurtki Elfaasa i... metalowa puszkę.Zęby lwicy połamane i zwapniałe - musiała byc bardzo głodna , chora i zdesperowana by zaatakować człowieka w taki sposób. Dereck i Beverly zamienili wygodny dom w mieście na prostą chatę i namiot w buszu , by zamieszkać wśród lwów. Im poświecili się bez reszty przystosowując swój organizm do ciagłej pracy z kamerą i apartatem 30 -40 godzin . Polecam, warto poczytać!!! foto: Lwica w Serengetii
czwartek, 10 września 2009
Josef Vagner pracował przez dziesięć lat wśród afrykańskich zwierząt w krajach Afryki Równikowej. Następnie przez 20 lat był dyrektorem ogrodu zoologicznego w Dvur Kralove nad Łabą pisze sam o sobie "... poznałem życie wielu gatunków zwierząt i przeżyłem liczne, interesujące, niekiedy prawie niewiarygodne przygody, o których chcę Wam opowiedzieć." foto: Zebry - Botswana (Tomekzlasu ) Te wszystkie fascynujące historie z afrykańskich sawann znajdziemy w książce AFRYKAŃSKIE ZWIERZĘTA wydanej przez Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne w Warszawie w 1992 r. Wiem,wiem to już prehistoria ten rok wydania ale skoro ja do niej dotarłem, mieszkając daleko od Warszawki.... Polecam ją do czytania, i najmłodszym i tym starszym . książka jest ilustrowana fotgrafiami samego Josefa Vgnera. " Słońce jak rozpalona kula stało nad naszymi głowami...nigdzie nie drgnął nawet listek...patrząc przez lornetkę nad tonią wody (wodopoju) dostrzegliśmy , że (zebra)ciągle wraca do swojego źrebaka, który położył się w bagnie nad samym brzegiem wody....i odjechaliśmy zakurzoną drogą do odległego buszu... wieczorem jechaliśmy spowrotem tą samą droga. Nad jeziorkiem mama zebra wciąż była w tym samym miejscu, w którym ją zostawiliśmy kilka godzin temu.- Co tam sie dzieje?-zadawaliśmy sobie pytanie. Przez lornetkę dostrzegłem brązową kołyszącą sie kulę. Nagle brudny, uniósł się mały , łepek źrebaka. Po chwili źrebak upadł. Otaczało go bagno. Sępy przyleciały bliżej , a na ciemniejącym niebie pojawiały się następne. Towarzyszyły im marabuty afrykańskie. W zachowaniu zebry była rozpaczliwa chęć pomocy dziecku. Stała nad nim i delikatnie trącała je nozdrzami. Było u kresu sił. Nie mogło wygrzebać się z bagna. Zawrócilismy dżipa i zjechaliśmy z drogi. Szukaliśmy sposobu dotarcia do źrebaka. Wysiadłem z samochodu i powoli zbliżałem sie do malca. Matka niezdecydowanie przestępowała z nogi na nogę. Co teraz kłebiło się jej w głowie? Chciałem młode po prostu podnieść z bagna...źrebie przylgneło do bagna, miało tak zalepione oczy ,że prawie nie mogło poruszać powiekami. W końcu udało mi sie je uwolnić.Przemówiłem do matki:- Nie bój się, nie bój się , za chwilę Ci go zwrócę ... podszedłem ze źrebięciem do samochodu. Bezsilne, zupełnie wyczerpane leżało mi na rękach. Ostrożnie położyłem je na ziemi.Zacząłem czyścic i obmywać źrebaka, kawałek po kawałku... masowałem je ręcznikiem aż stało sie prawie suche.. wziąłem małego na ręce i podszedłem bliżej matki. Ostrożnie postawiłem młode na cztery nogi i delikatnie popchnąłem je ku matce. Bez ruchu i w napięciu obserwowaliśmy co sie będzie dalej dziać...." foto: Zebry w Namibii (Etosha)- Tomekzlasu .....książki , które warto przeczytać A za tydzień kolejna pozycja, bogato ilustrowana o życiu w buszu wśród lwów: Pierwszego wieczora poszli zbierać drewno i kiedy wracali niosąc sporą kłodę, Elfaas poczuł nagłe szarpnięcie. Obejrzał sie na Vine, aby sprawdzic czemu opusciła ręce. Nad jej głową zobaczył lwicę. Zaatakowała w milczeniu..... |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
AFRYKA FOTO- INSPIRACJE
LITERATURA
Moje podróże
Organizatorzy safari:
PRAWIE WSZYSTKO O AFRYCE
STRACIŁEM CIERPLIWOŚĆ do
Tomek z lasu
ZAMIESZCZONE FOTOGRAFIE STANOWIĄ WŁASNOŚĆ AUTORÓW BLOGA !
|